Aktualności

Bartosz Gawryszewski: Jestem przekonany, że polski zespół zdobędzie kolejny medal Klubowych Mistrzostw Świata

– Z racji zorganizowania turnieju w Polsce, będziemy mieli zupełnie inny wydźwięk niż w poprzednich latach – mówi Bartosz Gawryszewski, środkowy Espadonu Szczecin, który w 2011 roku sięgnął z Jastrzębskim Węglem po srebrny medal KMŚ.

  • Piękne wspomnienia z Kataru. „Aż się łezka w oku kręci”
  • W Katarze na trybunach byli głównie szejkowie. W Polsce o frekwencję nie ma się co obawiać
  • „Warto skupić się na KMŚ, bo to naprawdę wielkie wydarzenie”

Klubowe Mistrzostwa Świata 2011 to dla pana jedno z najprzyjemniejszych wspomnień w karierze. Zajął pan wtedy wraz z Jastrzębskim Węglem drugie miejsce, co było dużą niespodzianką.
Aż się łezka w oku kręci, jak wracam do tych wspomnień. Z pewnością było to jedno z najlepszych przeżyć w mojej przygodzie z siatkówką. Przecież sama możliwość udziału w tak prestiżowych rozgrywkach już jest wielkim wydarzeniem. A nam się udało stanąć na podium.

Po drodze do medalu pokonaliście między innymi po tie-breaku takie firmy jak Zenit Kazań czy Sesi Sao Paulo. Wasz skład był pełen charyzmatycznych zawodników, na czele z Michałem Łasko, Michałem Kubiakiem czy Zbigniewem Bartmanem. Charakterem wywalczyliście wtedy srebro?
Przytoczonych nazwisk rzeczywiście nie trzeba nikomu przedstawiać. Mieliśmy bardzo dobrze skomponowaną drużynę, a ponadto ewidentnie trafiliśmy z formą na ten turniej. Prezentowaliśmy naprawdę wysoki poziom i pokazaliśmy całemu światu, że trzeba nas szanować i się z nami liczyć.

W meczu o złoto przegraliście 1:3 z wielkim Trentino Volley. Była wtedy jakakolwiek szansa, by pokonać włoskiego potentata?
Nie ma co ukrywać: Trentino było wtedy poza naszym zasięgiem. W tamtych czasach ugranie seta z tym zespołem już było sukcesem. Wystarczy spojrzeć, jak duża różnica dzieliła budżety obu drużyn. Na Trentino nie było wówczas mocnych. W jego składzie występowali zawodnicy, którzy, niezależnie od rywala, mogli w pojedynkę przesądzać o losach meczu. Sprowadzając to do środowiska piłki nożnej, klub ten był odpowiednikiem FC Barcelony bądź Realu Madryt.

A jak wyglądały Klubowe Mistrzostwa Świata 2011 od strony organizacyjnej?
Byliśmy traktowani bardzo dobrze. Mieszkaliśmy w hotelach z górnej półki, generalnie wszystko było na najwyższym poziomie. Nie było się praktycznie do czego przyczepić. Logistycznie i organizacyjnie wszystko było dopięte na ostatni guzik.

Byli gracze PGE Skry Bełchatów, Paweł Zatorski i Michał Bąkiewicz, zwracali jednak uwagę na to, że minusem zawodów organizowanych w Katarze była niska frekwencja.
To akurat osobna sprawa. Rzeczywiście rozgrywanie finału przy nie do końca wypełnionych trybunach było trochę bolesne. Ale trzeba sobie też zdawać sprawę, że siatkówka w Katarze nie jest tak mocno spopularyzowana, jak w wielu innych krajach. Na widowni zasiadało wielu szejków, którzy finansują rozwój naszej dyscypliny z własnej kieszeni. Za to należą im się słowa uznania. Jestem jednak przekonany, że tegoroczna impreza w Polsce wypadnie dużo lepiej. Na pewno hale będą szczelnie wypełnione ludźmi. W sumie wiele bym oddał, by zdobyć medal Klubowych Mistrzostw Świata właśnie przed polską publicznością.

Możliwość podziwiania przez prawie tydzień – z bliska! – tak prestiżowego turnieju to chyba najlepszy możliwy prezent świąteczny dla polskich kibiców?
Zdecydowanie, turniej odbywa się w najlepszym czasie dla naszych fanów. Z racji tego, że zostanie rozegrany w Polsce, będzie mieć również zupełnie inny oddźwięk niż w poprzednich latach. Kiedy Klubowe Mistrzostwa Świata odbywały się na innym kontynencie niż Europa, ludzie w naszym kraju nie doceniali specjalnie tych rozgrywek. A to naprawdę wielkie wydarzenie i warto się na nim mocno skupić.

Do walki przystąpią tym razem aż dwa polskie kluby: ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i PGE Skra Bełchatów. Dołożymy do kolekcji kolejny medal?
Mamy na to dwa razy większe szanse. Podczas klubowego mundialu rywalizacja ligowa zejdzie na dalszy plan i będę mocno trzymać kciuki za jedną i drugą drużynę. Każdy sukces polskiego zespołu prędzej czy później pozytywnie przełoży się bowiem na PlusLigę. Jestem przekonany, że jakiś medal zdobędziemy.

Klubowe Mistrzostwa Świata 2017 bilety

Facebook