Aktualności

Karol Kłos: To była dla nas lekcja pokory. Mimo to oceniam ją pozytywnie

PGE Skra Bełchatów zajęła czwarte miejsce podczas Klubowych Mistrzostw Świata rozegranych w Opolu, Łodzi i Krakowie. Siatkarz polskiego zespołu – Karol Kłos – opowiedział nam o wnioskach po tym turnieju.

  • „Szkoda półfinału z Włochami. Oni naprawdę byli do ogrania”
  • PGE Skra Bełchatów chce za rok ponownie wystąpić w klubowym mundialu
  • „Obecnie mamy Zenit i… długo, długo nic. Rosjanie mając nawet słabszy dzień są praktycznie nie do ogrania”

Czwarte miejsce w Klubowych Mistrzostwach Świata. Jak pan oceni postawę PGE Skry Bełchatów?
To była dla nas lekcja pokory. Mimo to oceniam ją pozytywnie. Przecież niecodziennie mamy możliwości grać z najlepszymi zespołami na świecie. Takie okazje trzeba wykorzystywać, zbierać doświadczenie. Osobiście się cieszę, że udało mi się zagrać wszystkie mecze. To dla mnie bardzo ważne.

Była realna szansa na medal?
Ależ oczywiście. Szkoda półfinału z Włochami. Oni naprawdę byli do ogrania. Taka porażka powinna nam jednak paradoksalnie pomóc. Mamy w zespole wielu młodych zawodników i dla nich takie doświadczenie jest bardzo cenne. Zaprocentuje wkrótce.

KMŚ w Polsce, to dla was świetny pomysł. Nie musieliście nigdzie latać, tracić czasu.
Tak, to ważne. Jednak po morderczym tygodniu i pięciu rozegranych meczach, jeszcze przed Bożym Narodzeniem musieliśmy lecieć na mecz Ligi Mistrzów – do Nowosybirska. Więc tak różowo nie było. Dopiero teraz, w okresie świątecznym, udało się wykroić trzy dni wolnego.

W takich turniejach trzeba brać udział?
Bez wątpienia. Styczność z taką siatkówką tylko może pomóc. W Polsce nie mamy takiego poziomu. W całym sezonie gramy zaledwie kilka takich spotkań, z tak mocnymi rywalami. A tutaj mieliśmy wszystko, co najlepsze w klubowej w siatkówce, w pigułce. Dlatego musimy zrobić wszystko, aby osiągnąć w tym sezonie jak najwyższe lokaty i znów wystąpić w KMŚ.

Zenit Kazań nie stracił w pięciu meczach klubowego mundialu ani jednego seta. Przepaść!
Tak to trochę jest, że obecnie mamy Zenit i… długo, długo nic. Rosjanie mając nawet słabszy dzień są praktycznie nie do ogrania. Tam Leon i Michajłow robią różnicę. Dla nich nie ma różnicy czy piłka jest wysoka, czy źle wystawiona, czy sytuacyjna. Kończą wszystko.

Przejdźmy na koniec do kibiców. Są tacy, którzy narzekają, że KMŚ nie przyciągnęły na trybuny kompletów. Jest pan w tej grupie?
No nie było hal wypełnionych do ostatniego miejsca. To fakt. Ale z drugiej strony nie przesadzałbym, że to była porażka organizatorów. Okres przedświąteczny, bardzo duże hale, przecież zarówno w Łodzi, jak i Krakowie mamy obiekty na kilkanaście tysiące miejsc, no i to, że zawsze siatkówka klubowa cieszy się mniejszym zainteresowaniem niż reprezentacyjna.

Na dodatek i tak udało się pobić rekord frekwencji. W historii nie było KMŚ, które przyciągnęły na widownię tylu fanów. Nawet Brazylijczycy nie dali rady.
O tym właśnie mówię. Porównując do meczów reprezentacji można było mieć wrażenie, że z zainteresowaniem nie jest dobrze. Ale już na tle wcześniejszych edycji KMŚ, jak zwykle wypadliśmy dobrze. Poza tym, to była pierwsza edycja w naszym kraju. Za rok będzie jeszcze lepiej. Tym bardziej chcę podziękować wszystkim kibicom i życzyć im spełnienia marzeń w 2018 roku. Nie tylko tych rodzinnych, prywatnych, zawodowych, ale również tych siatkarskich.

Facebook