Aktualności

Mateusz Mika znów może zostać mistrzem świata. Oby tylko zdrowie dopisało

Gdyby omijały go kolejne kontuzje, z pewnością miałby już więcej medali w swojej kolekcji. W 2014 roku sięgnął po mundialowe złoto z reprezentacją Polski, a cztery lata później może wygrać Klubowe Mistrzostwa Świata.

  • Kolano, łydka, wyrostek robaczkowy – ciągły pech.
  • „Chciałbym pomóc Resovii zdobyć medal, oby był on złot. W Rzeszowie zawsze mierzy się jak najwyżej”.
  • Jest głodny gry, ma bardzo dobry początek sezonu 2018/19.

27-letni przyjmujący to wychowanek Hejnału Kęty, ale w swojej juniorskiej karierze zaliczył też pobyt w słynnej Szkole Mistrzostwa Sportowego w Spale. W 2009 roku szansę postanowiła mu dać Asseco Resovia Rzeszów podpisując z nim czteroletnią umowę. W ramach dość popularnej polityki działania klubu z Podkarpacia został dwukrotnie wypożyczony, by zbierać boiskowe doświadczenie – najpierw do Trefla Gdańsk, a następnie do Montpellier, gdzie występował pod wodzą trenera Phillipe’a Blaina, z którym później spotkał się w reprezentacji Polski.

– Pamiętam, kiedy dowiedziałem się, że Philippe będzie pracował z kadrą, było to dla mnie spore zaskoczenie i faktycznie dość duże zrządzenie losu. Ale w trakcie sezonu starałem się nie myśleć o tym, że codziennie obserwuje mnie trener kadry. Mieliśmy swoje cele i swoje zadania w klubie. Na pewno Philippe pomógł mi trochę inaczej spojrzeć na siatkówkę, niż miałem to w głowie przed przyjściem do Montpellier. Cieszę się, że mogłem z nim spędzić sezon w klubie – mówił w rozmowie dla portalu sport.pl.

W kadrze zadebiutował dzięki Danielowi Castellaniemu w 2010 roku, w towarzyskim meczu z Francją. Rok później znalazł się w drużynie Andrei Anastasiego, która sięgnęła po brązowy medal mistrzostw Europy w Austrii i Czechach. Jednak jego kariera nabrała rozpędu dopiero kilka lat później.

Był jedną z wiodących postaci podczas mistrzostw świata w 2014 roku w Polsce. Gdy na pozycji przyjmującego brakowało Michała Winiarskiego, w jego miejsce wskakiwał właśnie Mika. Z ogromnym powodzeniem. Elementem rozpoznawczym stała się wówczas jego bujna broda.

Tuż po mundialu przeniósł się do Trefla Gdańsk, gdzie stanowił o sile lewego skrzydła. Sezon 2014/2015 był zarówno dla samego Mateusza Miki, jak i klubu z Trójmiasta niezwykle udany. Żółto-czarni sięgnęli po wicemistrzostwo oraz Puchar Polski, choć mało kto na nich stawiał.

Choć o brązowym medalu Pucharu Świata z 2015 roku wolelibyśmy nie pamiętać, trzeba jednak przyznać, że to właśnie Mateusz Mika pomógł „wyciągnąć” wiele spotkań. Jednak cały czas znakomite występy przeplatał przerwami z powodu kontuzji. Nie da się ukryć, że pochodzący z Kętów zawodnik jest na nie wyjątkowo podatny.

Cały czas spokoju nie daje mu kolano. Najpierw były to kontuzje przeciążeniowe, w 2016 roku musiał przejść rehabilitację we Włoszech. Gdy wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, pod koniec roku kolano znów „strzeliło” w jednym z meczów ligowych.

W 2017 roku opuścił sezon reprezentacyjny po to, by nie zaleczyć, a w końcu wyleczyć uraz. – Była to tylko i wyłącznie moja decyzja – tłumaczył w rozmowie z portalem WP SportoweFakty –  Wiadomo, że jest ona na rękę klubowi, bo dzięki temu mam szansę doprowadzić organizm do pełni zdrowia przed nowym sezonem. Wiadomo, że gra w reprezentacji to zaszczyt i frajda, ale chciałbym jej pomóc będąc w pełni sił i w optymalnej dyspozycji. Pośpiech nie jest wskazany, bo właśnie przez kolejne mecze w kadrze nie mogłem się całkowicie wyleczyć. Nie jestem zdrowy i ta przerwa powinna mi umożliwić odbudowanie się. Wrócę dopiero wtedy, kiedy będę wyleczony – zapowiadał.

Do rozgrywek ligowych przystąpił więc zdrowy, ale już w listopadzie ponownie narzekał na problemy, tym razem z łydką. W jego przypadku nieszczęścia chodzą nie tyle parami, co trójkami. Gdy jednak doszedł do siebie, ponownie w barwach Trefla Gdańsk sięgnął po Puchar Polski, a także po medal, tym razem brązowy.

Także w tym roku nowy trener reprezentacji Polski Vital Heynen chciał dać mu szansę. Mika znalazł się w szerokiej kadrze na sezon kadrowy, ale znów na drodze stanęły problemy zdrowotne. Tym razem tuż przed turniejem finałowym Ligi Narodów w Lille musiał poddać się operacji wyrostka robaczkowego. Ta przebiegła pomyślnie, ale znów przyjmującego ominęły mecze reprezentacji.

O tym, jak bardzo jest głodny gry, przekonał w pierwszych spotkaniach nowego sezonu PlusLigi, do których przystąpił już w barwach Asseco Resovii Rzeszów. Można na nim polegać zarówno w przyjęciu, jak i w ataku. Oby tylko dopisało mu zdrowie, by na przełomie listopada i grudnia mógł powalczyć w Klubowych Mistrzostwach Świata.

– Chciałbym pomóc Resovii zdobyć medal, oby był on złoty (…) W Rzeszowie zawsze mierzy się jak najwyżej – opowiadał w wywiadzie dla klubowej telewizji.

Rzeszowianie w fazie grupowej klubowego mundialu zmierzą się w swojej Hali Podpromie z Trentino Volley, Sadą Cruzeiro oraz Khatamem Ardakan.

Dodaj komentarz

Facebook