Aktualności

Nic nikomu nie musi udowadniać, a jednak to robi. „Wsiechkołcz” Władimir Alekno

Zdaniem jednych jest bezlitosny i apodyktyczny, zdaniem drugich – bardzo przyjacielski i sympatyczny. Obie strony natomiast się zgodzą, że jest prawdziwą legendą.

  • Rosyjski szkoleniowiec potrafi pracować z trudnymi charakterami
  • „Zamknąć ryje i robić co każę” – Alekno potrafi sprowadzić zawodników na ziemię
  • Złoto Klubowych MŚ prezentem urodzinowym?

 O kim mowa? O Władimirze Romanowiczu Aleknie, który także i w tym roku zawita do Polski na Klubowe Mistrzostwa Świata. Przypomnijmy, przed rokiem poprowadził Zenit Kazań do złotego medalu. Triumfu, który świętował w Krakowie.

Od dziesięciu lat panuje w Zenicie Kazań. Przez osiem lat prowadził także reprezentację Rosji i niewykluczone, że wkrótce znów ją obejmie. Choć daleko mu do sportowej sylwetki, czego się nie dotknie, zamienia w złoto. – Krąży o nim wiele historii. To człowiek, który podobno kiedyś w Dynamie Moskwa w obecności zawodników położył się pod sztangą, na którą nałożył wcześniej jakieś ogromne ciężary, wycisnął to dwa razy, a potem powiedział: „Jak któryś podniesie to więcej razy niż ja, to dopiero będziemy mogli dyskutować na temat siłowni. A jak nie, to zamknąć ryje i robić co każę”. Facet potrafi być ostry – wspominał Łukasz Kadziewicz w rozmowie z portalem Weszlo.com.

Znany jest z niekonwencjonalnych rozwiązań, których nie boi się zastosować w trakcie meczów. I to nie tych mało istotnych, a wręcz przeciwnie – tych najważniejszych. Podczas finału Ligi Mistrzów w 2012 roku w Łodzi prowadzony przez niego Zenit przegrywał już 1:2 i 23:24. Wtedy rosyjski trener poprosił o przerwę na żądanie, a następnie… o drugą przerwę na żądanie. Mariusz Wlazły zepsuł zagrywkę, Zenit wygrał 26:24, a w tie-breaku 16:14 po słynnym „palcu Bierieżki”, którego sędziowie nie dostrzegli.

Kilka miesięcy później był w stanie odwrócić losy finału igrzysk olimpijskich w Londynie. Gdy zobaczył, że Maksim Michajłow nie ma swojego dnia, a Dmitrij Wołkow ma problemy z przebiciem się przez blok Brazylijczyków, na dodatek Rosjanie przegrywali już 0:2, w trzecim secie wprowadził na boisko Dmitrija Muserskiego i to na pozycję atakującego. To był istny majstersztyk, który dał Sbornej pierwsze olimpijskie złoto od 1980 roku.

Na wymienianie jego sukcesów z klubami lub reprezentacją po prostu szkoda czasu, bo jest tego tak dużo, że nie mielibyśmy miejsca na inne rzeczy. Do ubiegłej edycji (2017) Klubowych Mistrzostw Świata brakowało mu jeszcze w kolekcji złotego krążka tej imprezy. Ale doprowadził do niego zespół w grudniu ubiegłego roku, i to w imponującym stylu, bo nie tracąc przy tym ani jednego seta. Jeśli zaś chodzi o kadrę, tu brakuje mu w kolekcji złota imprezy mistrzowskiej, zarówno europejskiego czempionatu, jak i mundialu.

Jakim cudem udawało mu się w jednej drużynie pogodzić takich osobników jak: Matthew Anderson (który zmagał się przecież z depresją), Maksim Michajłow, Aleksiej Werbow, Wilfredo Leon czy Aleksiej Spiridonow? To wie tylko on sam. Ale to też pokazuje, że Władimir Alekno jest też znakomitym psychologiem.

Jest również zagorzałym zwolennikiem Władimira Putina. Zimą zdecydowanie wyraził poparcie dla prezydenta Rosji, gdy ten przystępował do kampanii wyborczej. Alekno dołączył do grupy tzw. „pełnomocników Putina”, w skład której wchodziły wybitne osobowości ze świata kultury, biznesu czy sportu.- Jeśli chodzi o to, co wyprawia się z rosyjskim sportem na międzynarodowej arenie, to jestem pewien, że wspólnie to przetrwamy. Jesteśmy najsilniejsi. Jesteśmy najlepsi. Nie raz już to pokazywaliśmy. Kiedy w latach 90. XX wieku rozpadł się Związek Radziecki, rozpadła się również siatkarska liga. Dzisiaj nasz sport znów się rozwija, w zasadzie żaden siatkarz nie gra za granicą – dodał.

Władimir Alekno to szkoleniowiec, któremu dziennikarze zawdzięczają znakomite tytuły. Rzadko z jego ust usłyszymy trenerskie frazesy. Nie bał się uderzyć w legendę Giby lub chwalić Stephane’a Antigę jako trenera, by kilka miesięcy później stwierdzić, że nie uważa, by był genialnym selekcjonerem. Dziennikarze mówiąc o Aleknie – pół żartem, pół serio – zaczęli używać sformułowania „wsiechkołcz”. Choć nie wszyscy przedstawiciele mediów władają językiem rosyjskim, Aleknie to nie przeszkadza. Umówił się z redaktorami, że ci będą zadawali pytania po polsku, a on będzie odpowiadał po rosyjsku. Obie strony były zadowolone.

W tym roku do jego mieszanki charakterków w Zenicie Kazań dołączył Earvin Ngapeth (w miejsce Wilfredo Leona). O problemy z komunikacją obawiać się nie trzeba, bo Alekno część swojej kariery zawodniczej spędził we Francji. Jego związki z tym krajem są tak silne, że nawet swojemu synowi dał na imię Laurent – na cześć przyjaciela, z którym przyjaźnił się podczas występów w tym kraju. Przed rokiem Alekno junior zadebiutował w prowadzonym przez tatę Zenicie.

A skoro o Wilfredo Leonie mowa, Alekno cały czas widział w nim jeszcze większe możliwości niż ten posiadał. – Leon to zawodnik, który zmieniłby obraz gry w każdej drużynie, do której by trafił. Jest uważany za najlepszego na świecie, jednak ma też słabsze punkty. Średnio przyjmuje, średnio gra w obronie. Rozmawiam z nim o tych elementach, które ma słabsze i nad którymi musi popracować – opowiadał przed rokiem w wywiadzie z Krzysztofem Ignaczakiem.

Dwa dni po finale Klubowych Mistrzostw Świata w Polsce Władimir Alekno będzie obchodził 52. urodziny. Nie trzeba dodawać, co byłoby dla niego najpiękniejszym prezentem.

Dodaj komentarz

Facebook