Aktualności

Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Bruno Rezende powalczy o pierwszy medal Klubowych MŚ

Złośliwi twierdzili, że w reprezentacji Brazylii gra tylko i wyłącznie dzięki nazwisku. A on ciężką pracą udowodnił, że się mylili i zapracował na swoją markę.

  • W jego gablocie pełnej siatkarskich pucharów i medali brakuje nagród z klubowego mundialu
  • „Na treningach nie ma ojca” – mówił o pracy z Bernardo Rezende
  • Zanim skończył 20 lat, już był wicemistrzem świata juniorów i mistrzem Brazylii

 Na świat przyszedł w 1986 roku jako syn Very Mossy i Bernardo Rezende. Jego mama to trzykrotna uczestniczka igrzysk olimpijskich (1980, 1984 i 1988), zaś tata – jako siatkarz – z igrzysk w Los Angeles przywiózł srebrny medal. Małżeństwo to jednak się rozpadło, gdy Bruno miał zaledwie kilka lat. W sumie ma czwórkę rodzeństwa, ale z różnych związków rodziców – jednego przyrodniego brata i trzy przyrodnie siostry.

Siatkarski talent odziedziczył po rodzicach, ale na początku kariery nie miał łatwo. Jego idolem był Ricardo, którego ojciec w 2007 roku wyrzucił z kadry Brazylii. Niektórzy mówili, że po to, by zrobić miejsce dla swojego syna. Z tymi zarzutami Bruno musiał zmagać się całe życie.

– Ojciec był wtedy bardzo wymagający, praktycznie cały czas mnie za coś krytykował – Bruno Rezende mówił w wywiadzie dla „Faktu”. – Ricardo wygrał wszystko, co można było wygrać. Nigdy nie schodził poniżej pewnego poziomu, do którego innym, nawet jeśli wznosili się na wyżyny, trudno było doskoczyć.

Zanim Bruno skończył 20 lat, już był wicemistrzem świata juniorów i mistrzem Brazylii w barwach Unisul Santa Catarina. Później szybko przeskoczył do kadry seniorów, w której z powodzeniem przejął rolę pierwszego rozgrywającego. Medale zdobyte przez niego można liczyć w pęczkach – od mistrzostw świata, przez Puchar Świata, Igrzyska Panamerykańskie i Puchar Wielkich Mistrzów po Ligę Światową.

– Na początku kariery zawodnik nie ma wielkiej pewności siebie i swoich umiejętności, więc takie bycie na cenzurowanym było koszmarem. Teraz nikt już nie powie, że do niczego się nie nadaję, a ojciec mnie faworyzuje. Myślę, że moje osiągnięcia z kadrą wyleczyły parę osób z brazylijskich mediów sportowych z nieustannego czepiania się mojej osoby, a przynajmniej ja łatwiej sobie z tym radzę. My, brazylijscy siatkarze, bardzo lubimy przyjeżdżać do Europy. Tutaj zawodników traktuje się z szacunkiem, inaczej niż u nas. Mój ojciec jest przede wszystkim dla mediów trenerem, a ja przed wszystkim rozgrywającym i to za naszą pracę się nas ocenia. W Brazylii ciągle włażą w nasze relacje rodzinne i je analizują – wyznał Bruno w wywiadzie dla WP SportoweFakty przed mistrzostwami świata w 2014 roku. Wtedy, podobnie jak cztery lata później, Canarinhos sięgnęli „tylko” po srebro mundialu.

Zobacz najpiękniejsze akcje Bruno Rezende.

Od pytań o ojca nie był w stanie uciec. Kilkukrotnie – także w rozmowie z polskimi dziennikarzami – postanowił szczerze opowiedzieć o tym, jak wygląda współpraca z ojcem-trenerem.

– Przede wszystkim, na treningach nie ma ojca – jest trener Rezende. Jest bardzo pomocny, bo daje mi wiele cennych wskazówek. Problem polega na tym, że ode mnie wymaga znacznie więcej, niż od innych i kiedy coś mi nie wychodzi w trakcie meczu, nie przebierając w słowach wytyka mi każdy szczegół. Z innymi postępuje delikatniej. Tak czy inaczej, mój ojciec jest jednym z najlepszych trenerów na świecie, ufam mu bezgranicznie i cierpliwie znoszę reprymendy, bo wiem, że są wyłącznie w dobrej wierze – przyznał w wywiadzie dla portalu przegladligowy.com.

Przez blisko siedem sezonów związany był z Cimed Florianópolis. Trzykrotnie w swojej karierze przywdziewał barwy klubu z Modeny – w 2011, 2014 i 2017 roku. Otrzymał nawet włoskie obywatelstwo, by w Serie A można było go traktować jako gracza rodzimego. Jednak zapewniał, że w reprezentacji chce pozostać wierny barwom reprezentacji Brazylii. Wyszło mu to na dobre, bo w 2016 roku w ojczyźnie wraz z kadrą sięgnął po olimpijskie złoto w Rio de Janeiro.

Poza tym, że uznaje się go za jednego z najlepszych w swoim fachu na świecie, znany jest również z tego, że na boisku potrafi zaprezentować charakter. W Modenie, delikatnie rzecz ujmując, nie zawsze było mu po drodze z Radostinem Stojczewem. Brazylijczyk uczestniczył m.in. w buncie przeciwko bułgarskiemu szkoleniowcowi.

Na gablocie z medalami i trofeami brakuje mu jednak medalu Klubowych Mistrzostw Świata. Tego lata Bruno Rezende odciął modeńską pępowinę i przeniósł się do Cucine Lube Civitanova. Dzięki temu zyskał szansę na uzupełnienie swojej kolekcji o krążek klubowego mundialu. Motywacji 32-letniemu rozgrywającemu z pewnością nie zabraknie.

Facebook