Aktualności

Przez chwilę było o nich cicho, ale już wracają. Trentino Volley może być silniejsze niż kiedyś

Choć ten włoski klub istnieje zaledwie od 2000 roku, trzeba przyznać, że napisał kawał historii nie tylko włoskiej, ale i światowej siatkówki. Można nawet powiedzieć, że zanim nastała era Zenitu Kazań, to ekipa z Trydentu nadawała ton tej dyscyplinie.

* Radostin Stojczew przez lata „zakrzywiał rzeczywistość”
* Włosi przed sezonem 2018/19 przeprowadzili głośne transfery
* Kiedyś Zenit Kazań odbijał się od tego rywala, jak od ściany

Gdy w 2009 roku reaktywowano Klubowe Mistrzostwa Świata, dla drużyny, która poznała smak zdobycia mistrzostwa Włoch oraz zwycięstwa w Lidze Mistrzów pojawił się nowy cel. Siatkarski gwiazdozbiór pod batutą Radostina Stojczewa złożony z takich graczy jak m.in. Matej Kazijski, Emanuele Birarelli, Leandro Visotto, Nikola Grbić czy Łukasz Żygadło i Michał Winiarski po raz pierwszy stanął przed szansą, by udowodnić, że nie ma godnych rywali nie tylko na Starym Kontynencie, ale również i na całym świecie.

Tak też się stało. Trentino na szczycie globu było nieprzerwanie przez cztery lata. Nie przegrało żadnego z łącznie 20 meczów rozegranych w Dausze. Drużyny pokroju Zenitu Kazań, Sady Cruzeiro czy PGE Skry Bełchatów odbijały się niczym od ściany. Gdy kadrę zasilili tacy gracze, jak Osmany Juantorena i Cwetan Sokołow, zespół ten dysponował najlepszymi skrzydłami na świecie.

Dopiero w 2013 roku, gdy turniej przeniesiono do Betim, pierwszym pogromcą włoskiego zespołu został argentyński UPCN. A w półfinale siatkarze z Trento zostali zatrzymani przez Lokomotiw Nowosybirsk. Ostatecznie na podium stanęli, ale na najniższym jego stopniu. Był to początek kryzysu klubu wywołanego m.in. wycofaniem się głównego sponsora. Odszedł także – a może przede wszystkim – trener Radostin Stojczew, pod wodzą którego zespół zdobywał wszystkie trofea w swojej historii.

 Pracujemy razem od dziesięciu lat, więc nie jest tajemnicą, że przyjaźnimy się też poza boiskiem. W przeciwieństwie do treningów, podczas których zwykle jesteśmy „wrogami”. Wówczas znajduję się w grupie, która musi wykonywać wszystko, co Radostin powie. Nie jest to dla mnie łatwe, ale taki jest jego styl pracy – wspominał Matej Kazijski.

– Wyciskał z nas wszystko, śmiałem się, że zakrzywiał rzeczywistość, dlatego że często wydawało nam się, że czegoś się nie da zrobić, a on doprowadzał do tego, że po jakimś czasie nam się to udawało. We Włoszech zwracano uwagę na istotne detale: nie tylko co do treningu, ale i w przygotowaniu fizycznym, diecie, rehabilitacji, odpoczynku. Podczas całego sezonu naliczyłem 150 godzin video analizy gry swojej i przeciwnika. To musiało mnie zmienić – opowiadał Łukasz Żygadło w wywiadzie dla sport.pl.

Od sezonu 2012/2013 w rozgrywkach KMŚ Trentino pojawiło się jeszcze dwukrotnie, za każdym razem dzięki „dzikiej karcie”. Jednak po kilkunastu słabszych miesiącach znów pojawiło się światełko w tunelu. Po sezonie przerwy do klubu powrócił Stojczew. W 2015 roku jego drużyna sięgnęła po czwarte w historii mistrzostwo Włoch, zaś rok później ponownie udało jej się wywalczyć brązowy medal klubowego mundialu.

Od sezonu 2016/2017 rolę pierwszego trenera pełni Angelo Lorenzetti. Coraz mocniej świeci gwiazda Simone Giannellego – rozgrywającego urodzonego w 1996 roku, a szalejącemu na lewym ataku Filippo Lanzie tylko w to graj. Przed rokiem zwiększono jeszcze siłę rażenia sprowadzając Urosa Kovacevicia. Jednak tu już ekipa z Trento musi funkcjonować w zupełnie innych realiach. W Serie A wyrosło jej kilku naprawdę godnych przeciwników jak Azimut Modena, Cucine Lube Civitanova czy Sir Safety Perugia, aktualny mistrz Italii.

Transferami przed świeżo rozpoczętym sezonem klub z Trydentu zgłosił chęć powrotu na szczyt zarówno w Europie, jak i na świecie. Na środku rywali będzie straszył Srećko Lisinac, na przyjęciu Aaron Russell, a na libero Jenia Grebennikov. Na rozegraniu dalej Giannelli, który już jest tak doświadczonym graczem na arenie międzynarodowym, że aż wstyd go nazywać młodym.

Trentino wraca do Klubowych Mistrzostw Świata po rocznej absencji i to od razu z metką drużyny, z którą trzeba będzie się liczyć. Przed Asseco Resovią Rzeszów, Khatamem Ardakan i Sadą Cruzeiro, czyli rywalami w rzeszowskiej grupie B turnieju z pewnością niełatwe zadanie.

Facebook