Aktualności

Srećko Lisinac: Mówię po polsku lepiej niż po włosku. Jeszcze

– Nikt nie przyjechał na Klubowe Mistrzostwa Świata tylko po to, by w nich uczestniczyć. My zawsze walczymy o złoto, jeśli tylko jest taka możliwość – mówił Srećko Lisinac. złoty medalista klubowego mundialu z 2018 roku z Częstochowy w barwach Trentino Volley.

  • Nadal do poprawy Trentino ma sporo elementów
  • Tym razem jeden zawodnik nie zrobił różnicy
  • „Jeszcze mówię lepiej po polsku niż po włosku”

Jak to jest być w końcu mistrzem świata?

– Fantastycznie, choć trochę inaczej się odczuwa takie sukcesy niż z reprezentacją. Cieszę się, ze w moim pierwszym sezonie w Trentino zagraliśmy tak dobry turniej, ale sami zauważyliśmy, że do poprawy jest jeszcze mnóstwo rzeczy.

Trentino trzy lata czekało na to, by wrócić na szczyt.

– Nie spodziewaliśmy się, że zdobędziemy złoto od razu, ale widzieliśmy po sobie, że możemy grać dobrze oraz że jeśli utrzymamy ten poziom przez cały turniej, a zwłaszcza mecz finałowy, będziemy mogli zwyciężyć. I tak się stało.

Przetrzymać zagrywki Leala i Simona – to był klucz?

– Grali tak, jak im pozwalaliśmy. To mocna drużyna, gdzie jeden zawodnik może skończyć mecz, ale to my graliśmy zespołowo. To są doskonali zawodnicy, którzy grają już długo w najmocniejszych ligach. Przeciwko nim nie jest łatwo grać. W lidze też przecież było nam ciężko, wtedy nie utrzymaliśmy siły do końca.

To początek włoskiej dominacji nad rosyjskimi w świecie siatkówki?

– To wszystko są bardzo mocne drużyny, które grają w Lidze Mistrzów, a my tam nie gramy. Na pewno te ekipy będą grały na wysokim poziomie. Między nimi jest mała różnica. Trudno powiedzieć, czy zespół z jednej ligi będzie dominował, bo czasem wiele zależy od jednego meczu na takich turniejach. Ale sami widzieliśmy, że poziom jest bardzo wysoki.

Czyli włoska jest  teraz najsilniejsza?

– Myślę, że należy do grona trzech najlepszych, obok rosyjskiej i polskiej. To właśnie potwierdziło się podczas klubowego mundialu w Polsce.

Klubowe Mistrzostwa Świata to dla was była ważna impreza? Widać było, że bardzo poważnie ją potraktowaliście.

– Oczywiście! Każdy chce wygrać wszystko, co tylko może. To przecież turniej, gdzie grają najmocniejsi na świecie. Nikt nie przyjechał tu tylko po to, by uczestniczyć. Dla każde spotkanie jest niezwykle istotne. A gdy awansujemy do finału, za wszelką cenę chcemy wygrywać. Niezależnie od tego, czy stawką jest mistrzostwo świata, Włoch czy mniejszy puchar.

To twój symboliczny powrót do Częstochowy, w której zaczynałeś „międzynarodową” karierę.

– Minęło już bodaj 6 lat. Bardzo miło wracać do tego miasta. Czułem wsparcie kibiców podczas sobotniego i niedzielnego spotkania. Naprawdę się cieszę, że o mnie pamiętają.

W jakim języku lepiej mówisz – po polsku czy po włosku?

– Po polsku. Jeszcze po polsku.

Dodaj komentarz

Facebook